BYTYŃ - Nieformalne Niestowarzyszenie miłośników żeglarstwa. Pilski Okręgowy Związek Żeglarstwa POZŻ :: Pływać każdy może trochę szybciej lub ...
 
BYTYŃ - Nieformalne Niestowarzyszenie miłośników żeglarstwa. Pilski Okręgowy Związek Żeglarstwa POZŻ
25 Cze, 2019 - 12:36  


Menu serwisu



REKLAMA

Jesienna promocja na rejestracje domen i hosting.
ŻAGLOWNIA
Janusz Olszewski
Szycie żagli
naprawa żagli
tel.091/56 21 335
kom.606 258 706
73-108 Morzyczyn
ul.Mickiewicza
www.polsails.pl

Rejsy, Chorwacja, obozy, szkolenia żeglarskie

TRANSPORT JACHTÓW I ŁODZI MOTOROWYCH LUB
WYNAJEM PRZYCZEPY PODŁODZIOWEJ
Poznań (wielkopolskie)
Wałcz (zachodniopomorskie) 
Transport jachtów i łodzi motorowych
o masie do 2,5 tony i długości 9 metrów na terenie kraju i za granicą.
Wjeżdżamy do wody.
Kontakt:
tel. +48 602-884-796
predatorsystem@onet.eu



Kto jest online

 Witaj Przybyszu!
Dołącz do Nas



Zarejestruj się za darmo, aby uzysakć specjalne przywileje

 Utwórz konto
 Login:
Użytkownik:


Hasło:


Zapamiętaj mnie

Użytkownicy: Online:
Użytkownicy: Użytkownicy:0
Goście: Goście:2
Razem: Razem:2
 Użytkownicy online
Brak użytkowników online...
W kilku słowach o rejsie Chorwackim kwiecień 2008

(1075 razem słów w tym tekście)
(1664 Odsłon)   Strona gotowa do druku

W kilku słowach o naszym chorwackim rejsie.

W projekcie uczestniczyli żeglarze z Trzcianki, Wałcza, Piły i Wągrowca. Ogółem udział wzięło 30 osób, wypływając na Adriatyk trzema 10-cio osobowymi jachtami morskimi SAS39 (długość ponad 11 metrów, ożaglowanie ok. 80 m2). Rejs z jednej strony umożliwiał wypływanie kolejnych godzin niezbędnych do zdobycia wyższych stopni żeglarskich, z drugiej strony był przedsięwzięciem turystycznym, umożliwiającym zwiedzenie malowniczych chorwackich wysepek.

 

  

Na dojazd i powrót został wynajęty autokar. Startujemy w piątek, w godzinach południowych. Bus po kolei zbiera wszystkich uczestników rejsu, zaczynając od Piły, przez Trzciankę, Wągrowiec i Poznań. Do mariny w Sukosanie docieramy w popołudniowych godzinach 19 kwietnia. Jachty na nas już czekają gotowe i tylko trzeba się przepakować, co mimo wszystko zajmuje trochę czasu. Szczególnym sprytem trzeba się wykazać przy pakowaniu zabranego z kraju jedzenia. Wykorzystane zostają wszelkie wolne miejsca. Przygodę czas zacząć! Celem podróży jest malownicza zatoczka, w której czekała na nas kolacja powitalna. Poczęstunek tradycyjną kuchnią- ryba lub mięsiwo do wyboru. Za to na przystawki chleb z oliwą (własny wyrób) oraz naleśniki z polewą czekoladową.

 

W niedzielę zwiedzamy parki Telascica i Kornaty - gdzie można zobaczyć słone jezioro i wspiąć się na zachodni brzeg wyspy. Obowiązkowe zapoznanie się z lokalną atrakcją- czyli małym stadkiem oswojonych osiołków, a po tym odpoczynek w cieniu drzew. Piękna słoneczna pogoda. Jeszcze kąpiel w słonej wodzie i w drogę. Na nocleg załogi udawały się do portu Luka Kaprije, jednakże nie było miejsca przy kei i w późnych godzinach nocnych znaleziono schronienie w porcie Primosten. Porcik niewielki- za to bardzo malowniczo położony. Przyjęto nas z otwartymi rękoma, jednakże wypuścić już nie chciano. Port zafundował nam na prawie cały dzień sztormu w sile 10 B.

  

Dopiero w okolicach kolacji bosmanat zezwolił na opuszczenie portu. Primosten to piękne miasteczko z wąskimi uliczkami. Całe pasmo wyspiarskie i ta wysepka nie posiadają kawałka ziemi- wszystko składa się z kamienia. Sezon turystyczny jeszcze się nie rozpoczął w pełni, spokojnie można było do woli spacerować. Lekkim wyzwaniem jest wspinaczka do kościółka położonego na samym szczycie, ale warto. Widok na otwarty Adriatyk jest wspaniały. Zresztą widać było stąd cały półwysep. Oczywiście zwiedzanie po nocy wszystkiego co można. W końcu bosmanat zezwala na wyjście. Sztorm cichnie i jachty opuszczają bezpieczny port. Płyniemy i my. Hvar niestety nie jest w naszym zasięgu na dziś. Znajdujemy schronienie w innym małym porciku. Mimo że to praktycznie niewielka wioska to jest jednak przystań i prom. Znajduje się również kościółek na szycie po drugiej stronie portu i biegnąca wokół portu wąska skalista ścieżka. Za nią praktycznie dwa, trzy rzędy domków i to cały porcik. Rano, o wschodzie słońca sprint na Hvar.

 

Wstają tylko wachtowi, reszta załogi śpi, nabierając sił. Cały dzień jest przeznaczony na zwiedzanie Hvaru- choć to i tak za mało. Do zaliczenia jest twierdza na szycie, a jest co się wspinać…. Na dodatek szlak jest dosyć słabo oznakowany i można było się łatwo pogubić. W twierdzy właściwie nie ma nic ciekawego prócz murów i małego muzeum. Jednakże warto było się wspinać dla samych widoków. Stąd chyba robią większość zdjęć do folderów reklamowych. Następnym etapem jest zwiedzanie miasteczka, spacery wąskimi, stromymi uliczkami. Chwilka na wysłanie kartek i zrobienie poważniejszych zakupów. Późnym popołudniem start w kierunku portu Split. Cumowanie jak zwykle przy światłach latarni. Port duży, ruch na wodzie duży, szczególnie jest wiele promów. Marina duża i zatłoczona. Skiperzy muszą się nieźle nagimnastykować, aby zacumować. I tym razem się udaje, mimo ciasnoty znajdują się trzy wolne miejsca obok siebie. Miasto zwiedzamy następnego dnia do obiadu- czas na zakup pamiątek. Obok starego miasta znajduje się bazar, gdzie oprócz wszędobylskiej „chińszczyzny” można zakupić produkty lokalnego rynku. Zanim w porcie skasują nas za następną dobę, wyruszamy w kierunku wodospadów Krka. Postój nocny na wyspie Prvic Luka i w okolicy późnego śniadania witają nas wodospady Krka. Oczywiście najpierw targowanie się gdzie zacumować. Potem zabezpieczenia jachtów i na prom. W zasadzie to taki mały stateczek wiozący w górę rzeki wszystkich zainteresowanych zwiedzaniem. Kurs w jedną stronę trwa około 20 min. Potem zakup biletów i pieszo w drogę. Wodospady faktycznie są jedyne w swoim rodzaju. Uczta dla oczu i uszów. Jest kilka tras zwiedzania, my wybieramy taką żeglarską, żeby nie za dużo nogami przebierać (wszak żeglarzom nie przystoi), ale żeby swoje zobaczyć. Chodzenia jest gdzieś na 2 godziny.

  

Najpierw wspinaczka wzdłuż wodospadów południowym brzegiem, a potem przez pomosty zbudowane w poprzek wodospadów i powrót północną stroną. Pomosty ustawione są w cieniu drzew, w taki sposób, że od strony wodospadów nie widać ich. Można tutaj spokojnie pozostać cały dzień i upajać się widokami. Na koniec powrót do kei … ale jeszcze jest „przydrożna” karczma, którą ponoć koniecznie trzeba zaliczyć. Gospodyni serwuje napitki różnego rodzaju własnej produkcji od lekkich win po mocne rakije. Na zagryzkę wiszą pod sufitem kilkuletnie szynki. Najpierw przez kilka miesięcy są peklowane, a następnie wędrują na belki stropowe i dojrzewają w Adriatyckim powietrzu tytoniowym dymie biesiadników. Wbrew podejrzeniom smakują przednio. Czas się żegnać i powoli obierać kurs powrotny. Po drodze w licznych zatoczkach rzecznych hodowle małży i ślimaków. Próbujemy dokonać zakupu, jednak pora jest zbyt późna i na żadnej farmie nie ma żywego ducha. O zmroku dopływamy do Sibeniku. Postój raczej techniczny niż na zwiedzanie. Marina dosyć daleko położona od starego miasta, ale za to z pełnym zapleczem sanitarnym. Kilka osób wybiera się na nocne zwiedzanie, my pozostajemy na miejscu. Z rana droga powrotna do mariny z której wszystko się rozpoczęło. W linii prostej mamy ponad 50 Mm. Jeszcze tylko zwiedzanie opuszczonej twierdzy przy zatoce Uvala Sicenica i powrót. Pogoda prawie sztormowa, ale raczej przyjazna. Wiatru nie więcej niż 6-7B i najważniejsze, że jak zwykle świeci słońce. Refowanie żagli w drodze i ostatni obiad na wodzie. Wachta kambuzowa mimo trudnych warunków radzi sobie doskonale. Czasem tylko szafki zamieniają się miejscami z podłogą, ale poza tym jest OK. Zresztą na czas posiłku nawet Neptun odpuszcza i wiatr słabnie do 2-3B. Zdjęcie refów i jazda do mariny. Sukosan witamy późna nocą. Jeszcze tylko zbieramy się na pożegnalne spotkanie. W sobotę (23-IV) z rana tankujemy jachty i zdajemy je. Czeka już na nas autobus. Jeszcze tylko ostatnie zakupy w Zadarze i w drogę do domu. Żegnają nas piękne widoki, pasma autostrady przerzucone nad dolinami, liczne tunele, słońce. Opuszczamy ciepły Adriatyk, gdzie w dzień temperatura o tej porze roku często przekraczała 250C i słońce nas codziennie witało. Do następnej żeglarskiej przygody!

  

[ Wróć do Relacje z rejsów | Spis sekcji ]
Footerdot.gif
Pływać każdy może trochę szybciej lub ...   

A ja wiatr i słońce, I horyzont bez końca. A ja wiatr i woda - Twoich słów szkoda!
REDAKCJA Produkcja i utrzymanie w internecie   magmart na www.postnuke.com warunki korzystania z serwisu
Korzystamy z serwera  EWAN.PL